Groteska, humor, trochę mroku, historii, barwna galeria celnie napisanych postaci - "Demon" to film zaskakujący. Trochę straszny, trochę śmieszny. Coś w głowie otwierający.

A gdyby tak na polskim weselu pojawił się duch?! Duch żydowski. Dybuk. Dziewczyny, która musiała zginąć w czasie II wojny światowej? I teraz powraca - przejmując kontrolę nad ciałem pana młodego, siejąc chaos, niedowierzanie i lęk. Zdać się może, że to kolejny film na temat Holocaustu. "Demon" jednak wychodzi poza udeptane ścieżki i schematy. To bardziej historia o wspólnych polsko-żydowskich dziejach. Gorzka w swoim wydźwięku, na pewno. Ale gdzieś delikatnie tli się jakaś nadzieja, jakieś dobro. A śmiech trudno powstrzymać - choć potem "mina może zrzednąć".
Poza ciekawym tematem i niestandardowym jego ujęciem (to brawurowa mieszanina gatunków, a nie ponury w formie dramat), "
Demon" to również świetni aktorzy w mistrzowskich rolach, nawet jeżeli są one tylko drugoplanowe. Na pierwszym planie brylują Agnieszka Żulewska (jako panna młoda - Żaneta) i izraelski gwiazdor Itay Tiran (jako pan młody - Pyton). Na drugim wtórują im
Andrzej Grabowski (jako ojciec - polski gospodarz), Adam Woronowicz (jako lekarz, który nie wylewa za kołnierz) oraz Cezary Kosiński (jako ksiądz, który… ale może niech widzowie sami się przekonają) i Włodzimierz Press (jako stary nauczyciel).
Niesamowita atmosfera, mnóstwo niespodzianek, nieco odniesień do klasyki (oczywiście "Wesela" tego pisanego, jak i filmowego, ale nie tylko, i nie tylko do polskich tytułów), sporo romantycznego ducha i bardzo dużo przekory, którą kino
Marcina Wrony zawsze w sobie miało.